: :hagios ~ święty: : : : :graphos ~ pismo: : : : :logos ~ myślenie: :
Kategorie: Wszystkie | cytaty | eureka | komentarze | literatura | obrazki
RSS
niedziela, 06 stycznia 2013
Thoreau o architek(s)turze "naszych biblii"

"Znaczna część ozdób architektonicznych jest dosłownie pusta i wystarczyłby poryw wrześniowego wiatru, aby obedrzeć z nich zasadniczą konstrukcję - niby z cudzych piórek - nie przynosząc jej samej uszczerbku [...]. Co by to było, gdyby tyle samo szumu robiono wokół ozdobnego stylu w literaturze i gdyby architekci naszych biblii tyle samo czasu poświęcali ozdobnikom, co architekci kościołów gzymsom? Tak też tworzy się literaturę piękną, sztuki piękne oraz ich profesorów. Doprawdy, dużo to obchodzi człowieka, w jaki sposób nachyla się nad nim czy pod nim kilka desek i na jaki kolor pomalowaną ma skrzynię. Obchodziłoby do pewnego stopnia, gdyby to istotnie on układał te deski i malował. [...] Lepiej pomalować dom na kolor własnej twarzy - niech się za nas rumieni i blednie. Oto przedsięwzięcie, którego celem jest ulepszenie stylu architektonicznego chat!"

H.D. Thoreau, Walden, czyli życie w lesie
przeł. H. Cieplińska, Warszawa 1991, s. 73-74.


Uwaga zyskuje na znaczeniu w kontekście całej książki, czyli rozważań nad granicami podstawowych potrzeb ludzkich i sposobami ich zaspokajania. Literatura jest biblią jako produkt pierwszej potrzeby. Z tego samego powodu może być porównana do architektury. 
Zastrzeżenie: skrzynia zawsze będzie miała jakiś kolor a biblia styl. Nie sądzę, aby mogły one być "puste". Ale zgodzę się, że zyskują na "pełni" (znaczeniu) jeśli zostają skonfrontowane z jednostkowym/wspólnotowym doświadczeniem, wystawione na jego krytykę.
środa, 02 stycznia 2013
Biblia bestsellerem na nowych warunkach

Jak donosi The Guardian, nowe tłumaczenie Biblii osiągnęło w Norwegii rekordową sprzedaż 157 tysięcy egzemplarzy, od 14 miesiecy konkurując na liście bestsellerów z takimi pozycjami, jak kryminały Jamesa Nesbø, powieść erotyczna "50 twarzy Grey'a" czy autobiografia J. Biebera. 
Stine Smemo Strachan, koordynatorka publikacji wydanej przez Norwegian Bible Society, wspomina: "Ludzie koczowali przed księgarniami na dzień przed oficjalną premierą, co zakrawa na ironię, skoro treść książki jest dostępna już od jakiegoś czasu".

Koncepcja przekładu przypomina francuską "La Bible Bayard" - pracowało nad nim ok. 30 specjalistów językowych, teologów i akademików oraz 12 literatów, z których żaden nie jest religijny. Skupiono się na artystycznej stronie tekstu i jego "czytelności", atrakcyjności dla współczesnego czytelnika. Ma przypominać powieść, m.in. dzięki temu, że nie wprowadzono w niej podziału na wersety i rozdziały. Niewiele więcej udało mi się dotąd dowiedzieć (nie znam norweskiego - może ktoś mógłby pomóc?).

Publikacja stała się istotnym wydarzeniem kulturalnym, a jej sukces łączony bywa z niedawną tragedią, jaka rozegrała się na norweskiej wyspie Utøya, tudzież lękiem i ciekawością wywołanymi przepowiednią końca świata. Potrzeby, na które odpowiada, to także - jak sądzę - chęć lepszego zrozumienia świata, w którym żyjemy, poprzez zapoznanie się z jego judeochrześcijańską podszewką, niezależnie od jej instytucjonalnych, ortodoksyjnych, religijnych konotacji. Co nie wyklucza uznania jej wymiaru duchowego, lecz także go nie wymaga. Chyba że uznać, że to, co dotyka kwestii tożsamościowych jest już duchowe (do czego się ostatnio skłaniam).

Może już niedługo przyjdzie czas na polską wersję takiego przedsięwzięcia. Trochę tekstów powstałych na podobnej zasadzie już mamy, m.in. przekłady Miłosza, Witwickiego i Sandauera, a także nieco bardziej ortodoksyjnych Brandstaettera czy Kamieńskiej (pisałam o tym tutaj). Może warto zebrać je w antologii i zaprosić innych zainteresowanych literatów do przekładu nieopracowanych dotąd ksiąg we współpracy ze specjalistami językowymi?

A oto okładka wersji norweskiej, która zdaje się nawiązywać do słynnej grafiki Paula Klee Angelus novus, z elementami stylistyki Jeana Miro*. Czyli emblematów nie-do-świeckiej (vel postsekularnej) nowoczesności.


* Właśnie zwrócono mi uwagę, że obrazek nie jest tak abstrakcyjny, jak chciałam go widzieć, lecz przedstawia dwie dłonie robiące "serduszko". To trochę burzy moją wizję, ale nie zmienia faktu, że kreska jest a la Klee a kolor a la Miro, zaś Anioł historii również ma wyraźnie zaznaczone dłonie, choć w innej pozycji.