: :hagios ~ święty: : : : :graphos ~ pismo: : : : :logos ~ myślenie: :
Kategorie: Wszystkie | cytaty | eureka | komentarze | literatura | obrazki
RSS
poniedziałek, 23 września 2013
hagio-imago-logia

Zastanawiam się ostatnio nad statusem operacji, jakie są dokonywane na "świętych obrazach" w internecie. Czy to, co trafia do sieci, automatycznie traci na świętości i nie może zostać sprofanowane? Tak twierdzą zwolennicy teorii symulakrów. Jeśli się z nimi zgodzić, takie obrazy jak ten:



nie powinny nikogo oburzać. Nie mają mocy bluźnierstwa. 
Jak się dzisiaj okazało, sytuacja zmienia się, gdy ten sam obraz zostanie zmaterializowany i umieszczony w przestrzeni publicznej, i to nieprzypadkowej, bo w alei Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie. Prezentuje się wówczas następująco:



Więcej na ten temat tutaj.


piątek, 31 maja 2013
Parodia Koranu z XI wieku

Przy okazji lektury Echolalii Daniela Hellera-Roazena wpadłam na trop poety i sceptyka arabskiego w skrócie zwanego al-Maʿarrī, autora m.in. zbioru poematów prozą Al-Fuṣūl wa al-ghāyāt (Ustępy i fragmenty), określanego jako parodia Koranu. Tutaj można się zapoznać z fragmentami jego wierszy. Niestety, o "Ustępach i fragmentach" nie znalazłam dotąd żadnych więcej informacji. Ktoś coś wie?
Znalazłam też następujący cytat (tłumaczę z angielskiego):

"Nie zakładajcie, że słowa Proroka są prawdą; wszystkie są zmyśleniem. Ludzie żyli w spokoju, dopóki one się nie pojawiły i wszystko zepsuły. <Święte księgi> to tylko zbiory głupich historii, które każdy wiek mógł wyprodukować i w istocie to robił. Cóż za niekonsekwencja: Bóg zabrania odbierać życie, po czym sam wysyła po dwóch Aniołów żeby zabierały każdego z ludzi!"
środa, 02 stycznia 2013
Biblia bestsellerem na nowych warunkach

Jak donosi The Guardian, nowe tłumaczenie Biblii osiągnęło w Norwegii rekordową sprzedaż 157 tysięcy egzemplarzy, od 14 miesiecy konkurując na liście bestsellerów z takimi pozycjami, jak kryminały Jamesa Nesbø, powieść erotyczna "50 twarzy Grey'a" czy autobiografia J. Biebera. 
Stine Smemo Strachan, koordynatorka publikacji wydanej przez Norwegian Bible Society, wspomina: "Ludzie koczowali przed księgarniami na dzień przed oficjalną premierą, co zakrawa na ironię, skoro treść książki jest dostępna już od jakiegoś czasu".

Koncepcja przekładu przypomina francuską "La Bible Bayard" - pracowało nad nim ok. 30 specjalistów językowych, teologów i akademików oraz 12 literatów, z których żaden nie jest religijny. Skupiono się na artystycznej stronie tekstu i jego "czytelności", atrakcyjności dla współczesnego czytelnika. Ma przypominać powieść, m.in. dzięki temu, że nie wprowadzono w niej podziału na wersety i rozdziały. Niewiele więcej udało mi się dotąd dowiedzieć (nie znam norweskiego - może ktoś mógłby pomóc?).

Publikacja stała się istotnym wydarzeniem kulturalnym, a jej sukces łączony bywa z niedawną tragedią, jaka rozegrała się na norweskiej wyspie Utøya, tudzież lękiem i ciekawością wywołanymi przepowiednią końca świata. Potrzeby, na które odpowiada, to także - jak sądzę - chęć lepszego zrozumienia świata, w którym żyjemy, poprzez zapoznanie się z jego judeochrześcijańską podszewką, niezależnie od jej instytucjonalnych, ortodoksyjnych, religijnych konotacji. Co nie wyklucza uznania jej wymiaru duchowego, lecz także go nie wymaga. Chyba że uznać, że to, co dotyka kwestii tożsamościowych jest już duchowe (do czego się ostatnio skłaniam).

Może już niedługo przyjdzie czas na polską wersję takiego przedsięwzięcia. Trochę tekstów powstałych na podobnej zasadzie już mamy, m.in. przekłady Miłosza, Witwickiego i Sandauera, a także nieco bardziej ortodoksyjnych Brandstaettera czy Kamieńskiej (pisałam o tym tutaj). Może warto zebrać je w antologii i zaprosić innych zainteresowanych literatów do przekładu nieopracowanych dotąd ksiąg we współpracy ze specjalistami językowymi?

A oto okładka wersji norweskiej, która zdaje się nawiązywać do słynnej grafiki Paula Klee Angelus novus, z elementami stylistyki Jeana Miro*. Czyli emblematów nie-do-świeckiej (vel postsekularnej) nowoczesności.


* Właśnie zwrócono mi uwagę, że obrazek nie jest tak abstrakcyjny, jak chciałam go widzieć, lecz przedstawia dwie dłonie robiące "serduszko". To trochę burzy moją wizję, ale nie zmienia faktu, że kreska jest a la Klee a kolor a la Miro, zaś Anioł historii również ma wyraźnie zaznaczone dłonie, choć w innej pozycji.